Pierwsze próby ze stemplami, czyli śnieżynki na paznokciach ;)


Po odkryciu hybryd i doprowadzeniu paznokci do dość dobrej kondycji naszła mnie ochota na eksperymenty... Postanowiłam więc zamówić płytki do stempli z Born Pretty Store i sprawdzić, czy rzeczywiście są one warte długiego oczekiwania na przesyłkę ;)


Zacznijmy od samego sklepu. Jak niektórzy może pamiętają, swego czasu postanowiłam rozpocząć przygodę z Born Pretty Store, w formie współpracy z blogerami.. Szybko jednak poddałam się - po pierwsze miałam do wyboru przedmioty jedynie z określonej kategorii i za określoną kwotę (to drugie rozumiem, pierwszego - zupełnie nie ogarniam), po drugie - sklep ten wymaga od nas nie tylko pisania recenzji otrzymanych produktów, ale też umieszczenia banera wszędzie gdzie popadnie... Po obejrzeniu sztucznej biżuterii, jaką dostałam, doszłam do wniosku, że psucie szaty graficznej bloga średnio mi odpowiada ;)


Ostatecznie więc, jak zwykły zjadacz chleba, a nie blogerka urodowa :P postanowiłam zamówić kilka rzeczy i za nie po prostu zapłacić, nie bawiąc się w żadne współprace. Ceny są sprzyjające (całość wyniosła szalone 6 dolarów, czyli ok. 20 zł), niestety czas oczekiwania na paczkę - mocno średni. Zdarzało mi się w przeszłości zamawiać różne rzeczy z Aliexpres i tamte paczki docierały do mnie w dwa, maks trzy tygodnie, na przesyłkę z BPS musiałam czekać prawie miesiąc.


Ale do rzeczy. Zamówiłam dwa wzory naklejek, które jednak na wypróbowanie muszą poczekać i dwie płytki do stempli oraz sam stempel. W ciągu miesięcznego oczekiwania mój zapał do stempli nieco osłabł, przez małą pomyłkę zamówioną z allegro (która leży gdzieś w pudle z lakierami niczym finansowy wyrzut sumienia), niemniej szybko zabrałam się do eksperymentów...


Efekt przerósł moje marzenia - tak łatwych w obsłudze stempelków się nie spodziewałam :) Wzory fajnie się odbijają, mimo dość precyzyjnych form, na paznokciach prezentują się naprawdę ładnie. Płytki są dobrze wyżłobione, dzięki czemu stempel zbiera idealną ilość lakieru. Nieskromnie powiem, że jak na pierwsze próby, wyszło mi chyba całkiem dobrze :) Zresztą zobaczcie same :)

Pierwsze próby :P
I już właściwe wzorki, które pozostały - btw. wybaczcie mi wspaniałe skórki :P 

Bazą był tu Semilac Biscuit, jaśniejsze wzory to Essie boxer shorts, ciemniejszy - Rimmel 711 Punk Rock. Użyta płytka to BP01.


Coś czuję, że chyba przed Nowym Rokiem skuszę się na kolejne płytki, coby zdążyły do mnie dotrzeć przed Walentynkami ;)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

9 komentarze: