Mały przegląd koralowych szminek :)

W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać kilka szminek, które łączy jedna rzecz - kolor, a dokładniej - koralowy kolor ;) Nie przedłużając, zapraszam Was do przeczytania krótkich recenzji oraz obejrzenia swatchy poszczególnych pomadek :)


Maybelline, Color Whisper, 430 Coral Ambition - była chyba moją pierwszą koralową pomadką, jaką zakupiłam ;) Bardzo podoba mi się jej kolor, który jest niezwykle delikatny i półtransparentny, lubię ją za to, że nawilża usta i nie podkreśla suchych skórek, ale równocześnie muszę jej zarzucić bardzo kiepską trwałość. Przyznaję, że ten egzemplarz trzymam już niejako z sentymentu i tylko sporadycznie używam, niemniej swego czasu bardzo się lubiłyśmy.


Rimmel, Lasting Finish by Kate Moss, nr 16 - ma bardzo fajny, mocny, a zarazem dość jaskrawy kolor, jest dobrze napigmentowana i łatwa w aplikacji. Jej odcień jest moim zdaniem przepiękny, przy czym muszę stwierdzić, że znacząco róźni się on w zależności od oświetlenia. Czasem na pierwszy plan wychodzą różowe tony, czasem widzę w niej odrobinę pomarańczy... Używam jej jednak niezbyt często, bo strasznie wysusza moje usta. Gdyby nie to, byłaby chyba w ścisłej czołówce ulubionych pomadek.


Revlon, Super Lustrous Lipstick, 674 Coralberry - to pomadka, którą po napisaniu tego posta, wyrzucę do kosza. Czemu? Bo jej nieco pomidorowy odcień sprawia, że wyglądam i czuję się okropnie. Poza tym, średnio podoba mi się jej formuła, pomadka ta pozostawia wiele do życzenia w kwestii pigmentacji i równomiernego krycia. Dodatkowo jest bardzo wyczuwalna na ustach.


MUFE, Rouge Artist Intense nr 38 - mogę opisać jednym słowem - "miłość". Jest to dość jasny, satynowy koral z przewagą różowych tonów. Pięknie się rozprowadza, jest niesamowicie trwała. Na moich ustach możecie ją zobaczyć w poście:

Koralowa nowość w kosmetyczce. MUFE Rouge Artist Intense 38


MUFE, Rouge Artist Intense nr 39 - jest bardzo zbliżona do pomadki nr 38, zwłaszcza pod względem właściwości - jest tak samo genialnie trwała i przyjemna w noszeniu. Różni się nieco kolorem, a dokładniej, ma mniej różowych tonów, a więcej pomarańczowych. Jest w niej coś, co sprawia, że twarz nabiera jakiegoś blasku, po prostu, gdy ją używam, mam wrażenie, że wyglądam na bardziej wypoczętą i promienną, niż jestem w rzeczywistości ;) Nieskromnie muszę tu też zauważyć, że często zbieram za nią komplementy i słyszę pytania o to, co mam na ustach.


MAC, Costa Chic (Frost) - to produkt, który ma liczne grono fanów, ale ja jednak nie umiem się do niej przekonać, z uwagi na jej wykończenie. Nie lubię "frostów" MAC, gdyż dają metaliczny efekt, który bywa lekko kiczowaty... i tak właśnie jest w tym przypadku. Costa Chic wygląda na moich ustach po prostu tandetnie, do tego jakościowo nie jest najlepsza - podkreśla załamania, szybko i nierównomiernie schodzi. To chyba jedna z niewielu szminek MAC, której zupełnie nie mogę polecić.


MAC, Vegas Volt (Amplified) - to szminka, w której bardzo podoba mi się łatwość aplikacji, pigmentacja i trwałość, ale co do której koloru mam pewne zastrzeżenia. Na ustach prezentuje się bardzo fajnie, jest wyrazista, ale (z delikatnym makijażu oczu) wygląda dobrze praktycznie przy każdej okazji. Niemniej mam wrażenie, że sprawia, iż zęby wydają się bardziej żółte niż w rzeczywistości - ma za to u mnie dość duży minus. Sięgam po nią od czasu do czasu, ale zdecydowanie nie jest to moja ulubiona szminka MAC ;)





Na swatchach poszczególne kolory prezentują się następująco - od lewej: Maybelline, Rimmel, Revlon, MUFE 38, MUFE 39, MAC Costa Chic, MAC Vegas Volt.


I to już wszystkie koralowe pomadki w mojej kolekcji. A Wy, lubicie nosić na ustach tego typu kolory?


Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

0 komentarze: