Ulubieńcy kwietnia i maja 2017

W kwietniu na blogu nie pojawił się post z ulubieńcami, bo zwyczajnie niektórych produktów nie poznałam jeszcze na tyle dobrze, by je w nim umieścić, a z kolei z innymi nie chciałam się powtarzać ;) Dziś więc przychodzę do Was z garścią mini recenzji ulubionych kosmetyków z dwóch ostatnich miesięcy, czyli kwietnia i maja. Części z uwzględnionych tu produktów poświęciłam już odrębne posty, część jeszcze czeka na opisanie...  Ale nie przedłużając, przejdźmy po prostu do tych kosmetyków, które zasłużyły sobie na wyróżnienie ;)


Blistex Intensive Lip Relief - to produkt, bez którego już nie wyobrażam sobie życia. I wcale tu nie żartuję - spisuje się on u mnie na tyle dobrze, że poszukiwania idealnego balsamu do ust uważam za zamknięte. Jest to swoisty "must have" jeśli macie problemy z pękającymi, czy spierzchniętymi ustami, lub po prostu (tak jak ja) nadużywacie matowych szminek ;)

Recenzja: Cudo na popękane i spierzchnięte usta. Blistex.


Farmona, Herbal Care, Dezodorant do stóp i butów Czarna mięta - to produkt, z którym nie wiązałam zbyt dużych nadziei, a w zasadzie dorzuciłam go do jakiegoś zamówienia internetowego, tylko z uwagi na chęć otrzymania darmowej wysyłki... Zaczęłam go jednak testować i muszę stwierdzić, że naprawdę działa tak, jak powinien, co w przypadku tego typu kosmetyków niestety nie zawsze jest oczywiste. Dezodorant ten jest wydajny, tani i skuteczny. Idealny, gdy macie problem z nadmierną potliwością stóp, lub też chcecie uniknąć uczucia dyskomfortu w trakcie aktywności fizycznej.


MAC, Candy Yum-Yum - to szminka, którą dostałam w prezencie. Przyznaję, że byłam przerażona jej kolorem, tak różnym od moich ukochanych pomadek MAC (Modesty, Patisserie, Shy Girl). Po jakimś czasie jednak nie tylko się do niego przyzwyczaiłam, ale wręcz - zakochałam. Candy Yum-Yum ma świetną formułę - jest mocno napigmentowana i bardzo trwała. Daje matowe wykończenie. Na ustach wygląda nieziemsko, skupia na sobie uwagę, zdecydowanie przyciąga wzrok. Co prawda nie mam śmiałości by nosić ją np. do pracy, niemniej towarzyszyła mi ona praktycznie co weekend oraz przez większość majowego wyjazdu do Danii i Niemiec. Jest piękna i zdecydowanie planujępo nią  często sięgać w czasie zbliżających się wakacji.


Guerlain, Terracotta Light - to produkt, o którym mogę napisać, że jest dobry, a nawet bardzo dobry. Nie uważam go za ideał, niemniej muszę o nim wspomnieć w kontekście ulubieńców, bo w ostatnim czasie sięgam po niego dosłownie codziennie.

Recenzja: Słońcem muśnięte... Guerlain Terracotta Light




KOBO, Fashion Eye Shadow 216 Mocha latte - to cień, który w ostatnich tygodniach zdecydowanie najczęściej gości na moich powiekach. 216 Mocha Latte to bardzo ładny, neutralny cielisty odcień beżu, o delikatnym połysku. Wygląda świetnie solo, wyrównuje koloryt powieki, lekko ją przyciemniając. Bardzo dobrze komponuje się z każdą pomadką o mocniejszym kolorze, m.in. ze wspomnianą wyżej MAC Candy Yum-Yum. Daje naprawdę ładny, naturalny efekt, a przy tym fajny, nienachalny blask. Po prostu go uwielbiam i polecam wszystkim, zwłaszcza że na promocji w Naturze można go dorwać za dosłownie kilka złotych.


Semilac, Manicure Oil - określiłabym jako "drobiazg, który ratuje moje paznokcie". Albo raczej - skórki przy paznokciach. Lubię zapach tej oliwki, wygląd buteleczki, niezbyt duży, ale wygodny pędzelek. Kocham efekty, jakie utrzymują się przy regularnej aplikacji.

Recenzja: Ananasowo... Semilac Manicure Oil



I to by było tyle... Znacie któryś z tych produktów? :)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

0 komentarze: