Mandarynka z żurawiną... Yankee Candle po raz kolejny ;)

Ostatnio się cieplej zrobiło, więc i zmalała częstotliwość postów woskowych ;) Ale dziś, wraz z zimnym wiatrem za oknem, w końcu nadeszła pora na kolejny ;)


Mandarin Cranberry Yankee Candle to zapach pochodzący z linii owocowej, choć w moim odczuciu dość jesienny, a nawet - świąteczny. Według producenta, wyczuwalnymi aromatami są tu mandarynka oraz żurawina, co - zważywszy na nazwę - nie jest raczej zbyt zaskakujące ;)


Mandarin Cranberry to faktycznie owocowy zapach, jednak w jego ciężkiej, momentami dość męczącej odsłonie. Ja wyczuwam w nim głównie mandarynkę, nieco cierpką (czyżby owa żurawina?), ale też, niestety, przyprawioną korzennymi aromatami. Całość jest bardzo słodka i bardzo intensywna - w przypadku tego wosku należy albo wyjątkowo delikatnie go dozować, albo po prostu wybrać naprawdę duże pomieszczenie do umiejscowienia kominka ;) Dodatkowo, w moim odczuciu, Mandarin Cranberry jest zapachem trwałym; delikatna woń utrzymuje się nawet następnego dnia po paleniu.


Gdyby nie fakt, że na dłuższą metę drażnią mnie wszelkie aromaty korzenych przypraw, to pewnie miałabym szansę zakochać się w tej kompozycji. Wydaje mi się, że mimo pozornej prostoty połączenia, zapach ten może przypaść do gustu wielu osobom, niemniej raczej nie polecałabym go na wiosnę. Po Mandarin Cranberry warto jednak sięgnąć teraz, w te ostatnie (miejmy nadzieję!) chłodne i ponure dni.

Mandarin Cranberry można kupić TUTAJ, inne produkty Yankee Candle znajdziecie z kolei TU ;)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

10 komentarze: