Jeden cień, kilka kolorów - duochromy MAC :)

16:27 , , 15 Comments


Lubicie duochromy? Ja bardzo. I dlatego też dzisiejszy post będzie poświęcony trzem cieniom, dającym ten niezwykły efekt :)


MAC Club (Satin) - chyba jeden z najsławniejszych duochromów w blogosferze, jego dość dobrym duplikatem jest/był (wydaje mi się, że już nieprodukowany) C'omon Camelon z Catrice. Cień z Catrice swego czasu posiadałam i faktycznie dawał on niemal identyczny efekt, niemniej niemiłosiernie się sypał i brudził...


Wróćmy jednak do MACzka :) Club łączy w sobie trzy kolory: ciemną, niemal metaliczną zieleń, brąz i bordo. Widoczność danego koloru zależna jest od światła, ale i od tego, jak go rozetrzemy - lekka mgiełka koloru będzie dawać niemal dzienny brązowy makijaż, z kolei grubsza, czy też nałożona na mokro da ów metaliczny, ciemnozielony odcień.
 

Club nałożony na czarną bazę znów pokaże swoje ciemnozielone oblicze. Dla mnie jest to kolor idealny na wieczór, w "dzienniakach" używam go jedynie do zaakcentowania dolnej linii rzęs. Co ważne - mimo barwy, Club jest bardzo łatwy w użyciu - pięknie się blenduje, ale i buduje, nie osypuje się, nie brudzi. Zdecydowanie jest wart legendy, która dookoła niego narosła, niemniej nie jestem pewna, czy miłośniczki ciepłych kolorów będą z niego zadowolone (sama do nich należę, więc aplikując go na powiekę ruchomą, zawsze ocieplam go jakimś dodatkowym akcentem).


MAC Stars 'N' Rockets (Veluxe Pearl) - mój pierwszy duochrom, na którego długo nie mogłam znaleźć sposobu ;) Kolor ten można określić jako prawdziwie szalony - jest to fiolet/róż z błękitnym połyskiem. Błękit pokazuje się w całej krasie na czarnej bazie - zresztą spójrzcie tylko na zdjęcie umieszczone na końcu wpisu, jak bardzo zmienia się ten kolor :)


Na całej powiece sprawdzi się tylko u miłośniczek naprawdę wyrazistych makijaży, ja osobiście wolę go nieco stonować.


Najczęściej dodaję go jako akcent przy zewnętrznym kąciku, podczas gdy powiekę ruchomą maluję przy użyciu Quarry (może być oczywiście każdy inny, neutralny kolor o nieco fioletowym podtonie). Mam wrażenie, że jest to odcień idealny do każdej tęczówki, choć zdecydowanie nie na każdą okazję. Aplikacja, podobnie jak przy Club - bezproblemowa. Trwałość i pigmentacja - bardzo dobre.


MAC Vex (Frost) - o ile duplikaty Club widziałam, o tyle Vex jest według mnie naprawdę jedyny w swoim rodzaju, a przy tym kompletnie niedoceniony. Zresztą trudno się dziwić - w opakowaniu, jest to zwykły szaraczek, ot taki gołębi odcień.


Dopiero po roztarciu z tej szarej tonacji wydobywają się piękne różowe refleksy. Nie daje on tak spektakularnych efektów na czarnej bazie jak poprzednicy, jednak jest naprawdę wielofunkcyjny. Po pierwsze możemy nim zmienić wykończenie niemal każdego makijażu - jest na tyle jasny, że nie zepsuje całości, a jedynie da nam dodatkową srebrną poświatę, z lekkimi różowo-zielonymi blikami. Po drugie - sprawdza się jako rozświetlacz do wewnętrznych kącików.


Najpiękniej według mnie wygląda jednak położony na całą powiekę ruchomą - odświeża spojrzenie (dodaje nam 4 godziny snu ;)), lekko opalizuje, jest jednocześnie delikatny, naturalny, jak i interesujący i niebanalny. Do tego lekko podkreślone załamanie i gotowe - idealny, ciekawy "dzienniak". Jak nietrudno zgadnąć - aplikacja nie sprawia żadnych kłopotów, a jakość cienia jest bez zarzutu. Największą wadą Vex jest to... że jego możliwości i piękno nie dają się uchwycić na zdjęciach ;) Także, po prostu, przy najbliższej okazji obejrzyjcie go na żywo - naprawdę warto ;)

Cała trójka, delikatnie nałożona na ciemną kreskę, bez żadnej bazy...
... i na bazie, ale bez kreski ;)

I to by było na tyle, jeśli chodzi o duochromy w mojej kolekcji ;) Jeśli macie jakiś swoich ulubieńców tego typu, to napiszcie mi proszę o tym, bo z chęcią się im przyjrzę :)

Anna Apolonia

"Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe."

15 komentarze: