Mała garść nowości :)


Dziś pora na luźny i jakże przyjemny post prezentujący kosmetyczne dobroci, które wpadły mi w ręce w ostatnim miesiącu ;)


Kwiecień obfitował u mnie przede wszystkim w MACzki. Powiększył mi się nieco zbiór cieni. Po pierwsze udało mi się odkupić paletkę zawierającą 4 kolory: Shroom, Trax, Mystery i słynny Club. Za całość zapłaciłam 100 zł; tym samym muszę stwierdzić, że zdecydowanie warto czasem polować na wyprzedaże kosmetyczek innych MAComaniaczek ;)


Cieszę się z tej zdobyczy głównie dlatego, że wszystkie te odcienie należały do kolorów, które "chciałabym, a boję się", zwłaszcza w regularnej cenie wynoszącej 56 zł za pojedynczy wkład. Do kompletu (bo w innej paletce czwórce pozostało mi akurat jedno wolne miejsce) wpadł nowiuteńki - choć na zdjęciu już "zmacany" - Sketch.


Recenzje i swatche wszystkich tych ślicznotek już niebawem :)


Kwiecień zaowocował też dwoma zdecydowanie tańszymi zdobyczami. O jednej z nich, to jest o rozświetlaczu Wibo Diamond Illuminator, pisałam we wczorajszej notce. Druga to wazelina z Ziaji - koszt niecałe 3 zł, a działanie lepsze od niejednego 10x droższego balsamu do ust. Z pewnością z tym produktem zaprzyjaźnię się na dłużej.


W tematyce urodowej zachowana jest kolejna nowość, mająca jednak swoje miejsce nie w kosmetyczce, a na półce z książkami ;) Dzięki przyjaciółce trafiła do mnie w końcu biografia Heleny Rubinstein, którą mam zamiar przeczytać w trakcie zbliżającego się weekendu majowego. Swoją drogą, podtytuł "kobieta, która wymyśliła piękno" szalenie mi się podoba i zdecydowanie zachęca do lektury :)

Kwietniowe zdjęcie grupowe ;)

Na koniec jeszcze wspomnę najważniejszy nabytek, który choć zupełnie nie jest związany z kosmetykami, to dość mocno wpływa na mojego bloga. W końcu przybył do mnie nowy komputer, co oznacza, że już na dniach będę mogła w pełni powrócić do blogosfery (pozostaje mi jeszcze tylko skonfigurować dostęp do internetu... co jest ciężkie, biorąc pod uwagę moje zdolności informatyczne). Zdaję sobie sprawę, że opuściłam się zwł. w czytaniu i komentowaniu Waszych blogów, jednak wiadomo - z doskoku, podczas przerwy w pracy, czy też z poziomu telefonu komórkowego, jest to na dłuższą metę mocno męczące i z lekka utrudnione.

To już chyba tyle na dziś - do przeczytania niebawem :)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

11 komentarzy:

  1. Zazdroszczę paletki z Mac :) Ja chyba po mału też zacznę zbierać swoją małą kolekcję, bo marzy mi się kilka odcieni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podobała mi się biografia Heleny Rubinstein :)

    Mam ochotę na ten rozświetlacz z wibo

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo spodobał mi się ten cień w kolorze nietypowej zieleni:) Nie lubię tego koloru u siebie, ale ten odcień ma coś w sobie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Slicznie cienie :) Super ze upolowalas je po tak fajnej dla portfela cenie ;)
    Ta ksiazka ponoc jest swietna, juz pare dziewczyn ja polecalo :)

    OdpowiedzUsuń
  5. super zakupy a paletka z Maca ma bardzo ładne cienie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozświetlacz z Wibo musi być mój :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tą książkę to i ja bym z chęcią przeczytała :-).

    OdpowiedzUsuń
  8. 100 zł za M.A.C?! Toć to bezcen*_* Gratuluję upolowania promocji

    OdpowiedzUsuń
  9. Cienie wyglądają bardzo ładnie :) Patrząc na cenę, muszą być bardzo trwałe.

    justyna-and-natalia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń