Trudna miłość, czyli róż MAC Love Thing

00:28 , , 13 Comments


Wspominałam już nie raz że lubię róże. Z moją miłością do produktów MAC też się nie kryję... Jednak jest jeden kosmetyk tej marki, który niby mnie nie zawiódł, a jednak wywołał dość mieszane uczucia, począwszy od nienawiści, a na miłości kończąc - mowa o różu Love Thing.


Róż, o którym chciałabym dziś napisać kilka słów, należy do wypiekanej serii, dokładniej jest to Minerlize Blush ;) Opakowanie produktu niczym nie różni się od innych róży, różnicę stanowią tu gramatura oraz cena - za 3,5 grama produktu zapłacić musimy 113 zł, przy czym standardowe róże to wydatek rzędu 96 zł za 6 gram. Może się ten stosunek ilości do ceny wydawać dość kiepski, niemniej tak bardzo wydajnego produktu nigdy w życiu nie miałam. Mam poczucie, że Love Thing będzie jednym z tych kosmetyków, których nie dam rady zdenkować, chyba że przez najbliższą dekadę nie będę sięgała po żaden inny produkt tego typu.


Love Thing raczej nie należy do najpopularniejszych odcieni. Jest dość ciemny, w opakowaniu wydaje się być przeładowany drobinkami (niestety, pełne ich uchwycenie, przerosło możliwości mojego aparatu...
). Producent określa go jako "brudny burgund ze złotą perłą", z czym muszę się częściowo zgodzić. "Perła" na szczęście nie jest w tym przypadku zbyt oczywista, po nałożeniu na twarz drobinki nie rzucają się zbytnio w oczy, choć faktycznie daje on pewne rozświetlenie.


Róż ten, nie dość że posiada ciemny i wyrazisty kolor, ma też szaloną, a nawet zbyt szaloną pigmentację. Pierwsza próba nałożenia go na policzki, skończyła się u mnie katastrofą i makijażem scenicznym... rodem z cyrku. Po kolejnych zrozumiałam, że właściwa ilość równa się w tym przypadku temu, co pozostanie na pędzlu po delikatnym dotknięciu produktu i dodatkowym strzepnięciu jego nadmiaru (?) o dłoń... Przy takim dozowaniu, przyznaję, nawet na bladej skórze Love Thing wygląda bardzo korzystnie, dając naturalny, ożywiający cerę rumieniec. Co istotne, produkt ten ma świetną trwałość, chyba ze wszystkich moich róży trzyma się najdłużej, pozostawiając w tyle nawet osławiony odcień Well Dressed.


Niestety, nawet zaopatrzona w doświadczenie i pewną dawkę wiedzy jestem w stanie zrobić sobie nim krzywdę, stąd też w zależności od tego, jak ciężka jest w danym dniu moja ręka - uwielbiam lub nie cierpię efektu jaki on mi daje. Czy więc polecam ten kolor? Tak, ale raczej przy ciemniejszej karnacji (na niej pewnie ciężej będzie o ewentualny, karykaturalny efekt), lub przy naprawdę dużym makijażowym doświadczeniu. Raczej na pewno nie jest to wybór odpowiedni dla osób początkujacych ;) Zakupu niemniej nie żałuję i wierzę, że z upływem czasu, tych gorszych dni będzie coraz mniej, a ja coraz częściej będę go darzyć jedynie pozytywnymi uczuciami ;)


PS Jutro czeka mnie ostatni dzień pracy, wielkie pakowanie i pobudka o 3 nad ranem, co by zdążyć na samolot. Do usłyszenia więc ze słonecznej (mam przynajmniej taką nadzieję ;)) Hagi :)

Anna Apolonia

"Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe."

13 komentarze: