Tanie vs. drogie, czyli MAC Nylon i Inglot 395


Dziś chciałabym Wam zaprezentować dwa bardzo zbliżone do siebie cienie, służące do rozświetlania wewnętrznego kącika oka.


Jednym z nich jest słynny Nylon z MAC, drugim - jego całkiem udany odpowiednik z Inglota o numerze 395 ;)


Zacznijmy od kilku słów o Nylon. Jest to piękny, niemal metaliczny kolor. W opakowaniu, czy na swatchu, widoczne są w nim wyraźne żółte tony, które jednak na powiece giną, przez co Nylon można uznać za dość uniwersalny rozświetlacz, pasujący do niemałej liczby innych cieni. Jest bardzo dobrze napigmentowany, łatwo się z nim pracuje, długo trwa na powiece.


Inglot 395 w opakowaniu wydaje się nieco ciemniejszy od MACa, niemniej na powiece, czy swatchu wypada bardzo podobnie. Również daje dość biały kolor na powiece, z niewielkim dodatkiem żółtych tonów. Jest równie dobrze (o ile nie lepiej) napigmentowany.


Pomiędzy tymi dwoma cieniami występują dwie różnice - pierwszą jest cena ;) Inglot to koszt ok. 15 zł (dawno nie kupowałam, więc proszę o sprostowanie ;)), MAC natomiast wycenia swoje cienie na 56 zł...


Drugą różnicą, jest wykończenie - w przypadku MACa mamy do czynienia z mocnym błyskiem, niemalże metalicznym i na swój sposób wielowymiarowym, podczas gdy Inglot daje nieco bardziej płaski efekt.
Osobiście skłaniam się bardziej ku Nylon, jednak Inglot 395 jest zdecydowanie wart uwagi. Dużo tańszy, łatwiej dostępny, wydaje się być świetnym wyborem, jeśli z jakiś względów nie chcemy inwestować w MACa. Podsumowując - po prostu polecam oba ;)


Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

9 komentarze: