A może by tak na plażę...?

21:01 , , 8 Comments

 

Przedświąteczne przygotowania zaczęły się na całego. Sprzątanie, zakupy, sprzątanie... można mieć dość. Mnie lekki kryzys dopadł wczoraj wieczorem, wtedy też postanowiłam odpalić kolejny wosk z mojej kolekcji i choć myślami przenieść się w zupełnie inne miejsce.


Wosk Kringle o wdzięcznej nazwie Beachside po prostu pachnie plażą. Czuć wyraźnie aromat olejku do opalania, nagrzanego piasku i przepełnionego jodem powietrza. Na sucho wydaje się dość kiepski, przyznaję, że bałam się go odpalać, jednak w płynnej formie ukazuje cały swój urok ;) Przed wrzuceniem do kominka, byłam nieco przerażona wizją czystego olejku do opalania (bardzo podobnie pachniał olejek Monoi z Yves Rocher), jak się okazało, zapach jest jednak bardziej złożony, a my możemy w nim odnaleźć przyjemne, świeże nuty przełamujące słodkawą bazę. Całość jest dość delikatna, relaksująca, ma średnią moc. Ja paliłam około 1/8 części wosku, zapach ładnie i na długo wypełnił pokój.


Beachside to mój pierwszy zapach z Kringle, ale na pewno nie ostatni. Produkty tej firmy jakościowo są porównywalny do Yankee Candle, podobnie wypadają też ceny. Niewątpliwie jednak Kringle góruje nad YC opakowaniem (nie trzeba się bawić w woreczki strunowe), jak i kształtem wosków, które zdecydowanie łatwiej połamać na mniejsze kawałki.


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z tego wosku i polecam wszystkim, którzy mają ochotę choć na chwilę oderwać się od bożonarodzeniowej atmosfery ;)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

8 komentarze: