Jak wyrzucić w błoto 150 zł, czyli o bublu z MAC słów kilka

14:10 , , 12 Comments


Jeśli ktoś by mnie spytał, z wyborem jakiego kosmetyku mam zawsze problem, odpowiedziałabym bez wahania - z podkładem. Wiąże się z tym fakt, że mam mieszaną skórę, na której nie wszystko się trzyma, a w zasadzie wręcz przeciwnie - wszystko z niej spływa w wyjątkowo szybkim tempie. Panaceum na ten problem miał mi dać MAC. Czy się udało? Niestety, nie.


Po przerobieniu kilku próbek i przeczytaniu miliona opinii na temat różnych produktów MAC, mój wybór padł na Matchmaster w odcieniu 1.5. Kolor w buteleczce, czy też na dłoni, przed rozprowadzeniem, wydaje się być koszmarkiem każdego wizażysty - zdecydowanie zbyt ciemny dla większości Polek, przy odpowiednim świetle wpadający w pomarańcz. Po rozprowadzeniu jednak staje się cud i podkład jaśnieje, fajnie stapiając się z naszym naturalnym kolorem. Zaaplikowany w sposób rozsądny daje całkiem ładny efekt, o dość dużym stopniu krycia. Maskę oczywiście też da się nim osiągnąć, jednak jest to trudniesze niż przy użyciu większości drogeryjnych, kryjących podkładów.

Dla porównania Matchmaster 1.5 oraz Healty Mix Serum 52

Zanim przejdę do jego wad, pozwolę sobie zacytować informacje ze strony producenta.
Płynny podkład kontrolujący wydzielanie się sebum, który zapewnia stopniowe średnie krycie i naturalne matowe wykończenie. Ta długotrwała formuła wykorzystuje opatentowaną technologię Matchmaster. Podkład odżywia i łagodzi skórę. Zmniejsza pory, drobne linie i zmarszczki, przez co skóra wygląda na udoskonaloną. Podkład zawiera szerokie spektrum ochrony UV o SPF 15, jest odporny na pot i wilgoć.



Powiedzmy sobie wprost - Matchmaster niestety nie daje pięknego matu, a raczej satyny, której nie trzeba dodatkowo dociążać pudrem. Na mojej strefie T błysk pojawia się dość szybko, biorąc pod uwagę cenę i powyższy opis - zdecydowanie zbyt szybko. Nie odnotowałam żadnej kontroli wydzielania sebum, w gorsze dni wręcz potrafi działać odwrotnie... Co więcej, podkład ten łatwo się ściera, zwłaszcza w obrębie skrzydełek nosa już po godzinie jestem w stanie zauważyć większe prześwity moich uroczych naczynek ;) Pot, wilgoć i upał skutecznie go z nas zmywają, po całym dniu na waciku kosmetycznym nie zostaje prawie nic. Skóra faktycznie wygląda ładnie, ale tylko przez chwilę, nadaje się więc na jakieś szybkie spotkania towarzyskie, ale o przetrwaniu dłuższej imprezy w nim nie ma nawet mowy. Jako wisienkę na torcie, chciałabym wymienić jeszcze zapychanie - pod koniec tego produktu zdarzyło mi się stosować go codziennie przez około 3 tygodnie. Kolejny miesiąc musiałam przeznaczyć na pozbycie się drobnych krostek, które obsypały całe moje czoło...


Podsumowując, nie wrócę do tego podkładu i w sumie cieszę się z tego, że dobiłam dna, tworząc kolejne puste opakowanie do wymiany na szminkę w ramach akcji Back to MAC. Zważywszy na jego cenę (148 zł) zdecydowanie odradzam zakup, równocześnie sugerując dorzucenie dychy i inwestycję w coś wysokopółkowego, typu Estee Lauder, czy Clarins.

Znacie ten podkład, albo inne produkty tego typu firmy MAC? Lubicie je, czy też macie wrażenie, że podkłady tej firmy są niewypałem?

Anna Apolonia

"Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe."

12 komentarze: