TheBalm, Cindy-Lou Manizer - recenzja



Gdyby ktoś spytał mnie o produkty, które w ciągu ostatnich kilku lat zwojowały polską (i nie tylko) blogosferę, to z pewnością jako jedne z pierwszych przyszły by mi do głowy rozświetlacze TheBalm. Dziś pora na recenzję Cindy-Lou Manizer, nieco po macoszemu traktowanej siostry Mary Lou ;)


Produkt jest zamknięty w uroczym, plastikowym, ale całkiem solidnym opakowaniu o pin-upowym charakterze. Za cenę ok. 65 zł otrzymujemy 8,5g wielofunkcyjnego kosmetyku. Cindy świetnie sprawdza się jako róż na policzki, dość dobrze może spełniać rolę cienia do powiek, a także - przy niektórych typach karnacji - rozświetlacza.


W porównaniu do słynnej Mary, nie jest jednak już tak bardzo uniwersalna, wątpię czy sprawdzi się u osób z dużymi niedoskonałościami, czy też u kompletnych bladziochów.


Mi osobiście kolor i formuła tego produktu bardzo odpowiada. Cindy daje u mnie całkiem ładny, delikatny efekt (jako róż), pod względem trwałości, czy łatwości przy aplikacji przypomina mi Mary :) Daje efekt tafli, pomimo różowych tonów lubi na skórze wpadać w ciepłe, brzoskwiniowe odcienie.


Ciężko mi powiedzieć, czy jestem w stanie polecić ten produkt - z jednej strony, podoba mi się efekt, jaki daje na mojej skórze, z drugiej - zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób może okazać się kolorystyczną katastrofą (zwł. jeśli ktoś będzie ją chciał używać w roli rozświetlacza), co jest niezbyt fajne zważywszy na cenę.


Znacie Cindy? Lubicie ją, czy jednak to Mary zawładnęła Waszymi sercami? ;)

Anna Apolonia

"Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe."

11 komentarze: