Dwa nowe maczki :)

14:33 , 19 Comments


O tym, że cienie z MAC kocham, chyba nie muszę już pisać... W ostatnim tygodniu moja paletka została zasilona dwoma nowymi odcieniami, które chciałabym Wam dziś pokazać.


Dookoła Sable chodziłam od dobrych kilku miesięcy. Swatchowałam, oglądałam i zawsze jakoś nie byłam pewna... Kilka razy się po niego wybierałam, raz zamiast niego chwyciłam Vex, podczas kilku innych wizyt w MACu wyszłam z niczym ;) W ostatnią niedzielę znów miałam podejście do tego odcienia, wreszcie się zdecydowałam po konsultacji z MACową wizażystką ;) I powiem tak - zdecydowanie teraz nie żałuję.


Sable to kolor-dziwak. Nie jest ani typowym brązem, ani fioletem, ma czerwone tony, a zarazem daje złotawe refleksy... Spotkałam się z określeniem, że jest to ciepła wersja Satin Taupe, i przyznać muszę, że jest coś z prawdy w tym stwierdzeniu. 


Sable ma wykończenie Frost, jest dość dobrze napigmentowany i kremowy. Nie osypuje się, ładnie blenduje. Przez swoją tonację, nałożony solo na całą powiekę, może dawać wrażenie zmęczonych oczu, stąd też warto znaleźć mu jakiegoś bardziej odświeżającego kompana ;)


Mi póki co przypadło do gustu łączenie go z Woodwinked (Sable na całości powieki ruchomej, Woodwinked jako akcent, na jej środku) i Naked Lunch (Naked Lunch na całości, Sable w załamaniu i zewnętrznym kąciku). Myślę jednak, że ze względu na jego złożoność kolorystyczną, będzie świetnie komponował się też z odcieniami złotymi, miedzianymi, ale i jaśniejszymi fioletami, czy różami.

Sable i Woodwinked

Sable i Naked Lunch

Amber Lights znalazłam jakiś czas temu w dość dobrej cenie na Allegro. Przyznaję, że sama bym po niego w sklepie firmowym (i za regularną cenę) nie sięgnęła, z racji tego, że typowo złote cienie mnie raczej odstraszają. Podobnie jak i pomarańczowe tony... Niemniej, po długim przeglądaniu recenzji (btw. mam wrażenie, że w polskiej blogosferze ten odcień jest mało popularny i niedoceniony), postanowiłam zaryzykować. I co? I jest miłość. 


Amber Lights to piękny miedziano-złoty cień, o wykończeniu Frost. Podbity jest pomarańczowymi tonami, które jednak dobrze współgrają nawet z bladą cerą (niemniej nie mogę się doczekać letniej opalenizny, wtedy pewnie będzie prezentował się jeszcze piękniej).


Kolor jest niezwykle napigmentowany, bez problemu możemy odcień widoczny w opakowaniu uzyskać na powiece. Jest przy tym też bardzo kremowy i błyszczący. Co dziwne, zupełnie się nie osypuje - przyznać muszę, że pod względem jakości, to chyba najlepszy cień, jaki kiedykolwiek miałam okazję używać.


Amber Lights wydaje się być mocnym kolorem, który sprawdzi się jedynie w mocniejszym makijażu. Na szczęście, należy tu podkreślić słowa "wydaje się" ;)

Amber Lights, Woodwinked i Ricepapper

Amber Lights, Woodwinked i Ricepapper
Na co dzień też się sprawdza, wystarczy użyć do jego naniesienia nieco bardziej puchowego pędzla (ja się posiłkuję 217, ale i inny pędzelek przeznaczony do blendowania powinien się nadawać). Póki co wypróbowałam go jedynie w kombinacji z Woodwinked (który nałożony od mniej więcej 2/3 powieki ruchomej nieco łagodzi blask AL), oraz Ricepaper w wewnętrznym kąciku. Dla niebieskich, czy zielonych oczu - prawdziwy geniusz kolorystyczny :)




Oba kolory okazały się dla mnie strzałem w 10. I tylko pogłębiły moją MAComanię...

A tu już w paletce - Amber Lights, Vex, Woodwinked i Sable :)

PS Wybaczcie mi dość nieporadne zdjęcia "naoczne", postaram się nieco lepsze tworzyć w przyszłości ;)

Anna Apolonia

"Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe."

19 komentarze: