Na pomoc spierzchniętym ustom - pomadka z Sylveco :)


Od jakiegoś czasu poszukiwałam dobrego peelingu do ust. Przyznaję, jestem leniem, stąd też zastanawiałam się nad trzema produktami - scrubem z Lush, peelingiem z Marizy oraz peelingującą pomadką z Sylveco. Ostatecznie wybór padł na ten trzeci produkt, który dziś chciałabym Wam zaprezentować :)


Odżywczą pomadkę z peelingiem z Sylveco otrzymujemy w ładnym kartoniku z roślinnym motywem. Sama tuba jest plastikowa i sprawia wrażenie dość trwałej, choć przyznajmy - nie najpiękniejszej ;)


Pomadka z Sylveco ma świetny, naturalny skład. Olej sojowy, wosk pszczeli, olejek z wiesiołka i betulina wręcz gwarantują dobre nawilżenie ust. Za peelingującą stronę pomadki odpowiada cukier trzcinowy, zatopiony sprytnie w jej środku. Moc tego peelingu jest według mnie idealna - wszystkie suche skórki są usunięte, niemniej skóra nie zostaje w żaden sposób uszkodzona. Peeling można wykonać szybko, sprawnie i higienicznie nawet na ulicy - pod tym względem zdecydowanie ten produkt przebija wszystkie słoiczkowe specyfiki. Na ustach pozostawia niewielki film, jednak nie jest to tłusta, nieprzyjemna i ciężka powłoka - bez obaw ;)

Tak niepozornie prezentowała się ta pomadka zaraz po zakupie...

Jeśli miałabym jednak znaleźć jakieś wady tego produktu, to zwróciłabym uwagę na dostępność oraz zapach/smak. Pomadkę możemy dorwać jedynie w nielicznych aptekach, sklepach zielarskich itp. (warto sprawdzić ich lokalizację na stronie producenta). Co do wrażeń smakowo-zapachowych, mi nie do końca odpowiada nieco marcepanowy (?) aromat, jednak nie stanowi on zbyt wielkiej niedogodności w stosowaniu.

...a tak po kilku użyciach - widać tu już dobrze cukier ;)

Biorąc pod uwagę cenę (ok. 8-10 zł, ja zapłaciłam 8,49 zł) i działanie, zdecydowanie polecam zwrócić na ten produkt uwagę :)

Używacie peelingów do ust? Macie jakieś sprawdzone, gotowe produkty do tego przeznaczone, czy może jednak same wykonujecie ten specyfik? :)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

16 komentarzy:

  1. Oj tak, to moja ulubiona pomadka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze miałam ochotę wypróbować kosmetyki tej marki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam dużo pozytywnych opinii na jej temat. Muszę w końcu ją przetestować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. z sylveco mam krem rokitnikowy i jestem zachwycona! tę pomadkę też mam ochotę wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo czytałam na blogach o tej pomadce. Muszę się w końcu skusić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam jej i jakoś specjalnie mnie nie kusiła, ale tyle osób ją poleca, że chyba wypróbuję i na własnych ustach się przekonam czy faktycznie jest tak rewelacyjna jak wszyscy piszą ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dosyć fajny specyfik, ale moim domowym sposobem jest po prostu miód. Mam akurat zakupiony w postaci stałej, w słoiczku. Można, jeśli ktoś chce, dodać jeszcze do tego cukru, ale to już zależy jaki miód mamy. Nakładam miód na usta na jakieś 10-15 minut, a potem mogę spokojnie zlizać tę słodycz :) Naprawdę polecam, bo słoik miodu nie jest drogi, a to zdecydowanie starczy nam na długo :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    www.kopczuk.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Przy ostatnim zamówieniu z minti rozważałam tę pomadkę, ale ostatecznie jej nie kliknęłam. Teraz już wiem, żeby następnym razem nadrobić. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolor nie zachęca, ale produkt idealny dla mnie: dużo biegam, jeżdżę na rolkach i pracuję w terenie więc moje usta są ciągle narażone na działanie wiatru i stale spierzchnięte :) Zwykłe pomadki już nie dają rady :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie mam zamiar ją kupić :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tez ją uwielbiam :) Muszę kupić nową włąśnie

    OdpowiedzUsuń
  12. Chętnie sięgnę po tą pomadkę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba to będzie kolejny produkt do mojego uzależnienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja marcepanu nie lubię, ale zapach mi odpowiada:) Z chęcią wypróbuję tę pomadkę.

    OdpowiedzUsuń