MAC i zakupy na allegro - jak nie dać się nabić w butelkę ;)

09:37 , , , 20 Comments

Kupujecie czasem na allegro kosmetyki? Ja tak. A macie świadomość, że MAC jest jedną z najczęściej podrabianych firm? Ja mam, niemniej jakiś czas temu przekonałam się, że można czasem na wspomnianym serwisie aukcyjnym zdobyć maczki za dużo mniejszą cenę, niż w salonie. Wystarczy wystrzegać się kilku rzeczy ;)


Kiedyś chwaliłam się, że na allegro udało mi się upolować w okazyjnej cenie cień, którego się niepotrzebnie bałam i na który raczej nigdy nie zdecydowałabym się w sklepie firmowym, podczas gdy okazał się strzałem w 10. Z tamtego zakupu jestem bardzo zadowolona (zresztą zerknijcie do tego postu), a tymczasem powoli zmierza do mnie inny kosmetyk kolorowy, na który normalnie żal by mi było pieniędzy, ale w okazyjnej cenie postanowiłam go przetestować.

Amber Lights - oryginalny wkład, który upolowałam na allegro za 30 zł ;)
Niemniej wrzucając w wyszukiwarkę serwisu hasło "MAC" możemy natknąć się na kilka ciekawych typów ogłoszeń, od których lepiej się trzymać z daleka, bo niemal pewne jest, że się na nich - brzydko mówiąc - przejedziemy.

1. Dziwnie niskie ceny nowych produktów - przykładowo zestawu pędzli. Gdy zerkniemy na stronę MAC przekonamy się, że ich pojedyncze pędzle mają trzycyfrowe ceny. Poza tym - te w aukcji poniżej nie posiadają żadnych oznaczeń numerycznych (pędzle do twarzy powinny się rozpoczynać od 1, np. 187, do oczy od 2, np. 217, do ust od 3). Uwagę należy zwrócić też na kształt skuwki - raz miałam okazję natknąć się na licytację, na której pędzle wyglądały prawie jak oryginalne - prawie, bo skuwka była dziwnie spłaszczona, w porównaniu do oryginałów, posiadających wyraźne wycięcia i zaokrąglenia...


Zdjęcie z allegro - tak NIE wyglądają oryginalne pędzle.

2. Oznaczenia numeryczne, zamiast nazw kolorów - w przypadku cieni, czy szminek w zasadzie od razu powinna nam się włączyć w głowie czerwona lampka ostrzegawcza. O tym, że opakowania czasem aż proszą się o okrzyk "podróba!" nie będę nawet wspominać...



3. Duży wybór kolorystyczny limitowanego produktu - warto poszukać na blogach, jakie dokładnie kolory wchodziły w skład danej kolekcji, co by nie skusić się na kuriozum, jak poniżej. Poza tym nasuwa mi się kilka pytań... Po pierwsze, skąd niby ten sprzedawca ma całe pudło limitowanych szminek? Po drugie po co miałby nowe egzemplarze sprzedawać za mniej niż 50% ceny rynkowej? Po trzecie - ktoś widział choćby połowę z tych odcieni w sklepie?



4. Zawyżone ceny - oglądamy zdjęcie, porównujemy opakowanie, szukamy wszelkich możliwych wskazówek sugerujących, że to podróba - nic nie znajdujemy i radośnie klikamy za cenę... wyższą niż ta ze sklepu. Obecnie, gdy MAC ma sklep internetowy, a przesyłka jest bezpłatna, warto zerknąć, na ile sam producent wycenia dany kosmetyk. Przykładem niechaj będzie FIX+. Na allegro ktoś życzy sobie za dużą butlę 109 zł (plus koszty przesyłki), w sklepie MAC zapłacimy za nią 90, mając przy tym 100% pewności, że jest oryginalna.


Czego jeszcze na pewno nie kupiłabym przez internet? Pigmentów. Po pierwsze czasem zdjęcie obiecuje pełen słoiczek, a małymi literkami napisane jest, że to tylko gramowa odsypka. Po drugie - pewności, że dostaniemy produkt oryginalny nie możemy mieć praktycznie żadnej. O ile cień, czy puder (zwłaszcza posiadający jakieś tłoczenie) ciężko by było przełożyć do oryginalnego opakowania, o tyle pigment wystarczy przesypać... O brokatach nawet wolę nie myśleć, bo tu inwencja mogłaby być już zupełnie nieograniczona ;)

Poza tym, warto pamiętać, że kupując maskarę, produkty o płynnej formie (podkłady, eyelinery o żelowej konsystencji, lakiery do paznokci) możemy się naciąć na nieświeże produkty. Datę produkcji możemy sprawdzić na tej stronie, wpisując kod widoczny na opakowaniu. Przykładowo A73 wskazuje, że dany kosmetyk został wyprodukowany w lipcu 2013 roku.

W przypadku błyszczyków kwestia higieny może być dość mocno kontrowersyjna (ja bym się nie odważyła), ze szminkami aż tak dużego problemu nie ma - wystarczy w końcu odciąć kawałek (choć z drugiej strony, to one są ponoć najczęściej podrabiane, czyli znów szansa  na podróbkę wzrasta, a tym samym - lepiej odpuścić).

Na jakie kosmetyki ja więc zwracam uwagę przeglądając allegro? Na cienie i róże, ale tylko w opakowaniach, które świadczą o oryginalności. Ważne dla mnie są zwłaszcza zdjęcia spodu, czy to plastikowego pudełeczka, czy to - w przypadku wkładów - magnesu . Na zakup "zdepotowanego z oryginalnego opakowania" produktu bym się nie zdobyła. 

Mam kosmetyki z salonu, jestem więc w stanie w miarę łatwo dostrzec wszelkie rozbieżności, typu brak jakiegoś elementu, inna czcionka, czy jej kolor, dziwne rozmieszczenie napisów. Warto czasem też poszukać w internecie - po wrzuceniu nazwy odcienia w wyszukiwarkę obrazów, z łatwością możemy sprawdzić, czy:
- ten kolor w ogóle istnieje/istniał (przydatne zwł. w przypadku edycji limitowanych)
- jak powinna wyglądać kolorystyka, wykończenie, opakowanie
- ma w ogóle szansę się u nas sprawdzić.

Poza tym, przyznaję, że raczej szukam w kategorii "używane" - tu faktycznie jest szansa, że komuś nie pasował dany kolor i dlatego puszcza oryginalny kosmetyk w świat. Rzeczy "nowe" to z moich obserwacji głównie podróby, lub produkty o zawyżonych cenach.

I to chyba na tyle :) Mam nadzieję, że przetrwaliście ten wpis oraz że komuś się on kiedyś przyda i pozwoli nie wyrzucić pieniędzy w błoto ;) Jeśli spotka się on z zainteresowaniem, to postaram się w najbliższym czasie wrzucić tu zdjęcia oryginalnych produktów i opisać bardziej szczegółowo, na co warto zwrócić uwagę podczas takiego internetowego polowania :)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

20 komentarze: