Zapach prawdziwego mężczyzny ;)


Dawno nie pisałam nic o woskach Yankee Candle. Ba! Dawno żadnego nie paliłam ;) Ostatnio jednak wyciągnęłam jeden i raczyłam się nim w burzowy wieczór w Holandii. Stąd też dziś pora na recenzję - tym razem chciałabym Wam przedstawić Midsummer's Night :)


Midsummer's Night zaliczany jest do kategorii rześkich zapachów, co dla mnie jest lekkim nieporozumieniem. Yankee powinno raczej stworzyć osobną kategorię "FACECI" i tam właśnie podpiąć ten wosk ;) Zapach jest, co tu dużo mówić, po prostu męski. Są to całkiem dobre, męskie perfumy zamknięte w czarnym wosku. Nazwa zdecydowanie nie powinna się nam kojarzyć ze spokojnym snem, a raczej silnym, zdecydowanym facetem... Wyczuwalne w Midsummer's Night nuty to piżmo, paczula, szałwia oraz drzewo machoniowe, które razem dają po prostu woń machoniowej wody kolońskiej... Zapach jest bardzo wyrazisty, przyprawia (przynajmniej mnie) o prawdziwy ból głowy, jednak zdaję sobie sprawę, że ma on liczne grono wielbicielek. Zdecydowanie nadaje się do dużych, otwartych przestrzeni, spala się w miarę wolno, długo wydzielając zapach, o dość jednolitej (i dużej) "sile rażenia".


Osobiście, przyznaję, że nie zakochałam się w tym wosku, a nawet poczuliśmy do siebie coś zgoła przeciwnego, ze względu na wywołaną migrenę... Jak parę razy już Wam pisałam, wolę lżejsze, świeższe zapachy, a te o nutach mocno słodkich, czy męskich niekoniecznie się u mnie sprawdzają. Niemniej, jakościowo wosk spisuje się świetnie, zapach jest ładnie uwalniany, stąd też zdecydowanie polecam go tym z Was, które lubią tego typu kompozycje, przywodzące na myśl intrygującego mężczyznę ;)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

12 komentarze: