Norwegia, czyli mała relacja z wyprawy :)

22:43 , 9 Comments

Dzisiejszy post będzie mało kosmetyczny, a nieco bardziej prywatny :) Dotyczyć bowiem będzie wyjazdu, który ostatnio przypadł mi w udziale i który okazał się być po prostu świetny :)


Zacznijmy może od tego, że parokrotnie już byłam w Norwegii, jednak za każdym razem odwiedzałam tylko Oslo, które - przyznaję - nie podbiło mojego serca. Byłam więc średnio nastawiona na ten wyjazd, poza tym dodatkowego smaczku dodawał całej wyprawie mój lęk wysokości. Gdy naczytałam się na temat atrakcji, jakie mój TŻ planował wcielić w życie, całą noc nie mogłam zasnąć... Na szczęście jednak udało mi się wrócić w jednym kawałku, a co najważniejsze - nieco ten lęk pokonać ;)


Zdecydowaliśmy się na rejs po fiordach, co miało zasadniczą zaletę - nocleg i jedzenie w Norwegii odpadały (a koszty naprawdę potrafią być ogromne), poza tym podczas podróży między poszczególnymi miejscami, mieliśmy możliwość skorzystania z basenu, wzięcia udziału w warsztatach tanecznych czy po prostu wylegiwania się na leżaku w słońcu, które na szczęście dość często nam towarzyszyło :)


Pierwszą miejscowością, jaką odwiedziliśmy było Bergen. Pospacerowaliśmy po mieście, zahaczając o słynny słynny targ rybny (gdzie miałam okazję spróbować mięsa z wieloryba, swoją drogą całkiem smacznego ;)), Bryggen, oraz wzgórze Floyen.



 
 

Następny dzień spędziliśmy w Geiranger, gdzie postanowiliśmy przemierzyć dwie trasy - Losta (z wieńczącym ją punktem widokowym na fiord, położonym na wysokości 500m n.p.m.) oraz Storseterfossen (600 m n.p.m.), pozwalającą obejść od tyłu ścianę całkiem sporego wodospadu ;)






Trzecim miejscem do którego się wybraliśmy było Andalsnes, skąd wyruszyliśmy na autokarową wycieczkę po Trollstigen oraz do Trollveggen.W tym miejscu muszę przyznać, że podziwiam norweskich kierowców, bo sama chyba bym nie dała rady jechać tak krętymi, wąskimi i stromymi ulicami...





Olden, czyli kolejne odwiedzone miejsce było o tyle wyjątkowe, że w środku lata poczułam się jakby była zima ;) Widok jednego z ramion lodowca Jostedalsbreen robił wrażenie :)




Moim ulubionym miejscem okazało się jednak Flam. Wybraliśmy się stamtąd koleją Flamsbana do Myrdal, położonego na wysokości 866 m n.p.m. Drogę powrotną do Flam pokonaliśmy na rowerach - początkowo trasa okazała się dość niebezpieczna (strome zakręty, duże nachylenie drogi i liczne kamienie), niemniej warto było się pomęczyć... Widoki były po prostu przepiękne.




Ostatnim punktem wyprawy był Stavanger - bardzo przyjemne miasto, oraz oddalony nieco od niego Preikestolen, znany też jako Pulpit Rock - klif o wysokości 604 m, z którego rozpościera się wspaniały widok na fjordy. Przyznaję, że wyprawa na Preikestolen była dla mnie ciężka - dopiero po zejściu ze szlaku poczułam jak puszcza napięcie, strach, ale i podekscytowanie.




Ciężko mi w jednym poście opisać cały wyjazd, trudno by tu też było zamieścić wszystkie warte uwagi zdjęcia, niemniej muszę stwierdzić, że takiego kontaktu z naturą jak w Norwegii jeszcze nie doświadczyłam i na pewno kiedyś będę chciała tam jeszcze wrócić :)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

9 komentarze: