Tanie vs. drogie, czyli MAC Naked Lunch i Inglot 397P


Dziś rano miałam okazję podglądać przyjaciółkę podczas wykonywania makijażu ;) Wtedy też wpadł mi w oko pewien cień, który podejrzanie przypominał mi Naked Lunch MAC... Po małym porównaniu okazało się, że przypadkiem trafiłam na idealny odpowiednik, tańczy o 40 zł. Zresztą, zobaczcie sami ;)


Zacznijmy może od opisu samego Naked Lunch. Jest to bardzo jasny odcień różu, nieco ocieplony niewielką domieszką złotych tonów. Cień ten sprawdza się świetnie w dziennych makijażach, jest wręcz idealnym kolorem bazowym, pięknie wyglądającym na powiece ruchomej. Jest dobrze napigmentowany, daje bardzo ładny blask. Moim zdaniem Naked Lunch powinien się sprawdzić przy chyba każdej tęczówce.


Cieniem, który spokojnie może z nim konkurować (i który to dziś wpadł mi w oko ;)) jest Inglot 397P. Jego kolor jest praktycznie identyczny jak w przypadku dużo droższego cienia MAC. Warto zauważyć, że te dwa produkty, ułożone obok siebie są prawie nie do rozpoznania, podobnie zresztą sprawa przedstawia się już po aplikacji na powiekę.


Jeśli miałabym wskazać jakieś różnice, które dostrzegam, to zwróciłabym uwagę na pigmentację i blask - Inglot wydaje mi się nieco lepiej napigmentowany, z kolei MAC wyraźniej błyszczy. Możemy to jednak zauważyć jedynie na swatchach, przy samej aplikacji i już po niej, cienie te są w zasadzie identyczne.


Przyznaję, że nie wiem, czy obecnie skusiłabym się na zakup cienia MAC; przy takiej dozie podobieństwa chyba nie warto przepłacać ;) Niemniej, niezależnie od tego którą firmę wybierzecie, na pewno będziecie zadowolone - zapewniają zielonooka blondynka i niebieskooka szatynka ;)




Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

15 komentarze: