Pielęgnacyjny ulubieniec - LUSH Angels on Bare Skin


Produktów Lush poznałam już wiele ;) Jednak tylko do jednego z nich regularnie wracam - dziś zapraszam na recenzję mojego lushowego ulubieńca - Angels on Bare Skin.


Angels on Bare Skin to jedna z past myjących (czyścików/roladek) Lush, przeznaczonych do oczyszczania skóry twarzy. Aniołki, zamknięte są w prostym, zakręcanym opakowaniu, kosztują 9,90 euro za 100 gram produktu.


AoBS ma formę dość grubo zmielonej pasty o przyjemnym, lekko lawendowo-migdałowym zapachu. Skład tej pasty jest bardzo fajny, główną rolę - w kwestii oczyszczania - odgrywa w niej kaolin. Pasta mimo niezbyt dużej gramatury jest produktem bardzo wydajnym, wykończenie jej przed upływem terminu ważności, może dla niektórych osób stanowić wyzwanie ;)


Angels on Bare Skin działa na moją skórę bardzo dobrze. Pozostawia ją przyjemnie gładką i dobrze nawilżoną. Skóra jest lekko rozjaśniona, pozbawiona wszelkich przesuszeń, wygląda całkiem zdrowo. Jest też dobrze oczyszczona, choć nie odnotowałam tu "skrzypienia" skóry, które daje inny lushowy produkt do twarzy, tj. Fresh Farmacy. Angels on Bare Skin zdecydowanie pozostawia swoiste uczucie komfortu, do pełni szczęścia brakuje mi tu tylko zdolności do zmywania makijażu... ;) 


Żeby jednak nie było zbyt różowo... Moja skóra lubi się do tego produktu przyzwyczajać, stąd też pomiędzy kolejnymi opakowaniami muszę robić sobie dość długie (np. półroczne) przerwy. Zdecydowaną wadą jest tu też dostępność, a raczej niedostępność produktów Lush w Polsce, no i wreszcie -  cena, która może się wydawać nieco przesadzona, w stosunku do pojemności i krótkiej daty ważności produktu. Mimo to uważam, że aniołki naprawdę warto wypróbować ;)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

3 komentarze: