Magiczny olejek? Evree Magic Rose

Do recenzji olejku Evree zabierałam się długo i w sumie cieszę się, że poczekałam z nią aż do wykończenia całej buteleczki. Moje odczucia wobec tego produktu zmieniały się bowiem w czasie i to, niestety, niekoniecznie na lepsze...


Evree Magic Rose Upiększający olejek do twarzy i szyi to produkt dedykowany skórze mieszanej. Posiada on bardzo przyjemnie wyglądające i całkiem wygodne szklane opakowanie z pipetką. Kosztuje ok. 40 zł za 30 ml produktu, co uważam za dość rozsądną cenę, zważywszy na to, że jest to kosmetyk bardzo wydajny. Wartym odnotowania jest tu fakt, że olejek ten ma 6-miesięczny termin ważności; po upływie tego czasu nieco mętnieje, delikatnie zmienia się też jego zapach.


Olejek Evree ma dość dobry skład, w którym wiodącą rolę odgrywa olejek różany, zawierający witaminy z grupy B,witaminę C, witaminę A oraz kwasy owocowe. Posiada piękny zapach (będący jednak zasługą przedostatniego elementu w składzie...) i fajną konsystencję, pozwalającą na łatwe mieszanie go z innymi produktami. Różany olejek Evree stosowałam na różne sposoby, które zresztą producent wymienia na opakowaniu, przy czym początkowo najczęściej wzbogacałam nim krem do twarzy, lub też stosowałam go samodzielnie, jako swoiste serum.


Olejek towarzyszył mi bardzo długo, używałam go ponad pół roku, z czego pierwszy miesiąc określiłabym słowem "miłość". Na samym początku miałam wrażenie, że działa on cuda - skóra była przyjemna w dotyku, uspokojona i nawilżona. Z upływem czasu jednak zauważyłam, że produkt ten działa na mnie coraz słabiej... Próbowałam go odstawiać na dłuższy czas w nadziei, że po chwilowej przerwie znów będę widziała ładne efekty, ale niestety na próżno. Po bodajże 4 miesiącach poddałam się, wymieszałam z innym olejkiem i zaczęłam używać go do demakijażu, by po prostu w miarę szybko wykończyć opakowanie.


Zdaję sobie sprawę, że kosmetyk ten ma liczne grono wielbicielek i naprawdę jestem w stanie to zrozumieć. Dobrze się wchłania, nie zostawia nadmiernie świecącej się skóry, czy też nieprzyjemnej warstwy, nie wpływa negatywnie na nałożony na niego makijaż (choć od stwierdzenia, że można go stosować jako bazę byłabym daleka). Poza tym na samym początku daje naprawdę widoczne efekty, nie powoduje też wysypu zaskórników czy pryszczy przy mieszanej cerze. Niestety jednak, muszę stwierdzić, że nie jest to produkt dla mnie i z tego względu raczej nie mogę go z czystym sumieniem polecić.

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

0 komentarze: