Haul czerwcowy :) Pandora, Semilac, Finger Brush i nie tylko...

Lipiec trwa, pora więc na kilka podsumowań. Zanim przejdę (pewnie w kolejnej notce) do ulubieńców czerwca, postanowiłam pokazać Wam garść produktów, które w ciągu ostatnich kilku tygodni kupiłam, lub też dostałam :)


Zacznijmy od zakupów... Korzystając z promocji w Fale Loki Koki, postanowiłam zrobić małe zapasy kosmetyków do włosów. Albo raczej - zrobić sobie zestaw produktów, które będą mi służyć przez dłuższy czas w Hadze, o ile oczywiście nie wykończę ich w ciągu wakacji. Skusiłam się na trzy rzeczy, z których dwie przetestowałam w postaci próbek (więc wiem, czego się mogę spodziewać), a jedną należy po prostu nazwać totalnym chciejstwem. Chciejstwem tym jest odżywka Melu marki Davines (która btw. jest najdroższym produktem do włosów, jaki kiedykolwiek kupiłam), z kolei produktami, z których już teraz wiem, że będę zadowolona, są szampon Montibello Treat NaturTech Keratin Force oraz krem odbudowujący do końcówek Montibello Treat NaturTech Repair Active.


W Fale Loki Koki skusiłam się także na szczotkę, która od jakiegoś czasu mnie intrygowała, tj. Finger Brush Olivii Garden. Nie wchodząc tu w szczegóły - jest miłość, a Tangle Teezer poszedł w odstawkę.


Przed wyjazdem do Holandii postanowiłam kupić też parę produktów, które są dla mnie swoistymi pewniakami i co do których, nie mam wątpliwości, że je zużyję, czyli maskarę Maybeline Lash Sensational oraz plasterki do depilacji twarzy z Joanny. Do tej dwójki dorzuciłam też Sugar Lips Evree, czyli peeling do ust, który już od jakiegoś czasu miałam na swojej liście zakupowej. W ostatnim tygodniu czerwca odwiedziłam dodatkowo sklep stacjonarny Yves Rocher, w którym to zrealizowałam ulotkę urodzinową - darmowym produktem za samą wizytę okazał się pięknie pachnący Botanical Scrub.


Z okazji wakacji zrobiłam też małe zapasy i skusiłam się na nieznaną mi wersję Anthelios XL z La Roche-Posay oraz wkłady do mojej zdecydowanie ulubionej maszynki, tj. Gilette Venus.


Przed wyjazdem postanowiłam kupić też jakąś niedużą lampę do paznokci, którą najprawdopodobniej po prostu zostawię w Hadze już na stałe. Wybór padł na ledową lampę Semilac, która może nie powala mocą (6 w), ale jest dość poręczna i ładna ;) Do tego dobrałam sobie bazę Semilac UV Gel Power Base oraz Hard Gel z IBD, o której to marce naczytałam się wiele dobrego.


I na sam koniec pochwalę się Wam jednym z prezentów, jakie dostałam z okazji urodzin, tj. bransoletką Pandora Essence :)


Seria Essence jest dużo delikatniejsza od tradycyjnych bransoletek Pandory, podoba mi się w niej też to, że jest bardziej uniwersalna i nieco elegancka. Jest też zdecydowanie bardziej wygodna, co wynika z faktu, że jest węższa, a koraliki nie przesuwają się na niej samoistnie.


Do bransoletki dołączone były trzy koraliki, tj. Patience, Spirituality oraz Health, które razem idealnie wpasowują się w moją ulubioną kolorystykę ;) Ogólnie, po tygodniu noszenia, mam do tej bransoletki tylko jedno zastrzeżenie - uzależnia... Sama dokupiłam sobie już kolejne dwa koraliki, zresztą myślę, że muszę tej błyskotce poświęcić osobny wpis.



PS Pisząc tego posta, zerknęłam na tagi na blogu i odkryłam, że tag "haul" został użyty 48 razy... Trochę to przerażające ;)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

0 komentarze: