Kolejny bubelek... Olejek do demakijażu Lierac

22:58 , 0 Comments

Mój ostatni wrześniowy post poświęcony był kosmetycznemu bublowi z Evree. Dziś, niestety, pora na kolejny rozczarowywujący produkt, tym razem francuskiej marki Lierac.


Krótko po przeczytaniu "Sekretów urody Koreanek" postanowiłam wdrożyć w życie kilka opisanych w tej książce zasad, m.in. dotyczących kilkustopniowego oczyszczania skóry. Zrobiłam mały przegląd olejków do mycia twarzy, ostatecznie decydując się na dwa - jeden z Bielendy (na którego recenzję przyjdzie pora już za jakiś czas), drugi z Lierac.


Na olejek oczyszczający do demakijażu twarzy i oczy Lierac skusiłam się po przeczytaniu kilku opinii na KWC. Recenzji tego produktu nie jest może tam zbyt wiele, niemniej praktycznie wszystkie są pozytywne i opisują go, jako kosmetyk wart wypróbowania. Na początek przedstawie Wam może kilka jego plusów, które faktycznie zaobserwowałam stosując go od początku minionych wakacji.


Olejek Lierac ma fajną konsystencję, która jednak pod wpływem wody nie zmienia swoich właściwości w jakiś spektakularny sposób,a dokładniej - nie zmienia się w piankę ;). Jego zapach jest moim zdaniem całkiem przyjemny i zdecydowanie niedrażniący. Opakowanie jest ładne, pompka idealnie dozuje produkt i nie zacina się. Olejek nie zapycha porów, nie wysusza, nie pozostawia ciężkiej do zmycia warstwy. Skóra po jego użyciu nie jest ściągnięta,a wręcz przeciwnie - ma się wrażenie lekkiego nawilżenia, jest przyjemna w dotyku i gładka. Jeśli chodzi o wydajność i jej stosunek do ceny, muszę stwierdzić, że jest całkiem przyzwoicie - produkt ten kosztuje co prawda niemało, bo ok 50-60 zł, niemniej używając go od początku lipca (często dwa razy dziennie) zużyłam niewiele ponad pół opakowania.


Po powyższym opisie, można się zastanawiać, o co właściwie mi chodzi, czemu uważam olejek z Lierac za bubel, którego zdecydowanie nie mogę polecić. Otóż przyczyny są dwie - obie dość mocno związane z oczami ;)

Po pierwsze, Lierac zupełnie nie radzi sobie z demakijażem, zwłaszcza okolic oczu. Mogę sobie nim 5 minut pocierać powieki i rzęsy, a jedyny efekt jaki uzyskam to "tłusta panda" z na wpół zmytym tuszem do rzęs i plamami po cieniach roztartymi na pół twarzy. Po drugie - powoduje on dość mocne szczypanie, daje efekt "mgły przed oczami", która u mnie utrzymuje się przez dłuższą chwilę od użycia i jest wyjądkowo dyskomfortowa. Innymi słowy zupełnie nie sprawdza się w roli, w jakiej oficjalnie ma być używany, tj. jako produkt do demakijażu.


Po wielu nieudanych próbach usuwania olejkiem Lierac tuszu, cieni, czy choćby podkładu, poddałam się i ostatecznie od jakiegoś czasu używam go jedynie w dni wolne od makeup-u, lub tylko rano - jako zwykły kosmetyk myjący sprawdza się stosunkowo dobrze. Gdyby producenta nie poniosła fantazja i nie określił go produktem do demakijażu, pewnie moja ocena byłaby inna. Ale w obecnej sytuacji, muszę po prostu stwierdzić, że w swojej kategorii jest po prostu kiepski.

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

0 komentarze: