Kosmetyczni ulubieńcy wakacji 2017

Wakacje, które niestety skończyły się już jakiś czas temu, były dla mnie swoistym odwykiem - zarówno pod względem zakupów kosmetycznych, jak i w kontekście używania kosmetyków kolorowych ;) W zasadzie cały czas malowałam się w ten sam sposób (wręcz minimalistycznie!), za to w zakresie pielęgnacji uparcie testowałam dość sporą grupę nowości, z których niestety duża część okazała się niewypałami. Dzisiejszy post tym samym, przedstawia produkty, które w 100% skradły moje serducho, i które naprawdę mogę (i chcę) polecić. Nie przedłużając - przejdźmy do króciutkich recenzji, zwłaszcza, że wakacyjnych faworytów jest tym razem aż 9 ;)


Laura Mercier, Translucent Loose Setting Powder - to produkt, który już raz pojawił się w moich ulubieńcach, bodajże w marcu. W dalszym ciągu uważam ten puder za najlepszy, jaki miałam kiedykolwiek okazję stosować, po wakacjach muszę jednak z czystym sumieniem dodać, że sprawdza się on świetnie również w upalne dni. Używałam go i używam do tej pory w zasadzie codziennie, czasem solo, na samą strefę T, czasem na sam korektor, innym razem na podkład, czy też na krem BB. Puder Laury Mercier nie zawiódł mnie podczas rowerowych wycieczek, trzymał mój makijaż w ryzach podczas różnych spotkań towarzyskich (również tych kończących się późno w nocy), po prostu dawał mi komfort, o którym przy innych produktach tego typu mogłabym zapomnieć. Co ważne, mimo że używam go regularnie od około pół roku, w dalszym ciągu w opakowaniu pozostało go naprawdę dużo, dzięki czemu mogę stwierdzić, że jego cena wcale nie jest tak wygórowana, jak myślałam na początku ;)


MAC, Naked Pigment - to kosmetyk, który w mojej kosmetyczce gości od około trzech lat, jednak dość długi okres tego czasu przeleżał zapomniany. W lipcu tego roku przypomniałam sobie o nim i w zasadzie używałam go na okrągło w dwóch rolach - cienia do powiek i rozświetlacza. Pigment Naked jest zdecydowanie mniej słynny od Vanila, jednak moim zdaniem przeważa nad nim swoją uniwersalnością - jest to po prostu produkt idealny, jeśli chcemy uzyskać wrażenie delikatnego i świeżego makijażu.

Recenzja: MAC Naked Pigment



KIKO,  Kajal (Khol pencil)- o mojej miłości do kredek KIKO możecie się przekonać m.in. czytając TEN post. Kajal z KIKO, będący niesamowicie czarną i miękką kredką, dołączył do ukazanej we wspomnianym poście gromadki w lipcu i od razu stał się moim ulubieńcem. Jest to bowiem produkt, który cudownie się rozprowadza, pięknie rozciera, a przy tym nie rozmazuje na pół twarzy, gdy nieopatrznie przetrzemy powiekę... Czerń, jaką uzyskujemy przy jego użyciu, określiłabym jako mocno nasyconą i prawdziwą (a nie lekko szarawą, jak to czasem niestety bywa...). Odkąd go mam, muszę przyznać, że wszystkie inne eyelinery (w słoiczku, pisaki etc.) oraz tradycyjne kredki do oczu poszły w odstawkę ;)


Make Up For Ever, Sculpting Kit nr 1 - to kolejny nabytek wakacyjny, który już od samego początku mnie uzależnił :) Zestaw do konturowania z MUFE idealnie pasuje mi pod względem kolorystyki (zwłaszcza, gdy zmieszam oba kolory), długo trzyma się na twarzy i naprawdę łatwo nakłada. Rozcieranie w jego przypadku nie stanowi najmniejszego problemu, a efekt jest naprawdę naturalny i po prostu piękny. Po raz kolejny w przypadku MUFE muszę stwierdzić, że jestem w 100% zadowolona z zakupu, przez co marka ta powoli wysuwa się na prowadzenie pośród moich kosmetycznych faworytów...


Make Up For Ever, Rouge Artist Intense 38 - to kolejny produkt, który ponownie wraca do zestawienia moich ulubieńców ;) O szmince tej wspominałam już kilka razy, nie będę się więc powtarzać, tylko odeślę Was do recenzji ;) Mówiąc krótko - faktem jest, że po prostu królowała ona na moich ustach w lipcu i sierpniu, mimo że na wakacyjny wyjazd zabrałam chyba 6 pomadek ;)

Recenzja: Koralowa nowość w kosmetyczce. MUFE Rouge Artist Intense 38



Mixa, Optymalna Tolerancja, Płyn micelarny do skóry bardzo wrażliwej i reaktywnej - jeśli chodzi o płyny micelarne, to do tej pory moimi faworytami były Bioderma Sensibio oraz Garnier do skóry wrażliwej. Pod koniec czerwca do tego grona dołączyła też Mixa - cenowo zbliżona do Garniera, pod względem właściwości przypominająca mi Biodermę ;) O tym płynie z pewnością powstanie osobny post, w tym momencie mogę jedynie stwierdzić, że biorąc pod uwagę trzy czynniki, czyli cenę, wydajność i działanie, jest on obecnie moim zdecydowanym numerem 1.


DKNY, Be Delicious EDP - to perfumy, które w moje ręce trafiły nieco przypadkowo, a które zarazem niespodziewanie stały się moim ulubionym letnim zapachem bieżącego roku. Be Delicious, z uwagi na ich popularność, przez długi czas omijałam szerokim łukiem, w końcu jednak nie tylko się do nich przekonałam, ale i poważnie się nimi zauroczyłam ;) Ich zapach jest świeży, lekki, na mojej skórze utrzymuje się stosunkowo długo (a przynajmniej tak twierdzi mój mężczyzna; sama dość szybko przestaję je czuć). Kompozycję Be Delicious określiłabym jako dość neutralną, niezobowiązującą, łagodnie rozwijającą się na skórze. Po prostu przyjemniaczek, idealny na co dzień.


Davines, Essential Haircare, Melu Conditioner - jest produktem, któremu zawdzięczam znaczną poprawę stanu włosów. Odżywka Melu zachwyca mnie swoim działaniem - świetnie dyscyplinuje włosy, wygładza je, potęguje ich blask i sprawia, że wyglądają po prostu bardziej zdrowo. Mimo dość wysokiej ceny, uważam ją za naprawdę dobry zakup i nie żałuję ani jednej złotówki na nią wydanej.

Recenzja: Davines Melu Conditioner. Odżywka na piątkę z plusem ;)



Bingo Spa, Sól do stóp ze skłonnościami do obrzęków i opuchlizny - jest w zasadzie ulubieńcem moim i mojej mamy ;) Produkt ten działa tak, jak obiecuje nam producent - faktycznie łagodzi opuchliznę i obrzęki spowodowane upałami, czy też wysiłkiem fizycznym, dodatkowo przynosi naprawdę odczuwalną ulgę stopom. Dużym plusem tej soli jest także fakt, że jest ona naprawdę tania i stosunkowo wydajna (choć wiadomo - w tej ostatniej kwestii wszystko zależy od nas i od tego, ile produktu zużywamy na jeden zabieg). Sól z Bingo Spa to prostu must have, jeśli macie problemy ze spuchniętymi nogami.


I to już chyba wszystko, jeśli chodzi o moich wakacyjnych ulubieńców. Dajcie znać, czy używałyście któryś z tych produktów :)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

0 komentarze: