Sekrety urody babuszki. Krótka recenzja książkowa

Po przeczytaniu "Sekretów urody Koreanek" byłam zachwycona i mocno zainspirowana. Jakiś czas temu w moje ręce wpadła kolejna książka tego typu, tym razem bazująca na słowiańskich sposobach dbania o urodę ;) Dziś zapraszam na krótką recenzję książkową ;)


Książka "Sekrety urody babuszki. Słowiański elementarz pielęgnacji" autorstwa Raisy Ruder oraz Susan Campos to - najkrócej mówiąc - zbiór przepisów, bazujących w większości na naturalnych składnikach, łatwych do odnalezienia w domu. Forma książki ma przypominać stary zielnik, szata graficzna obiektywnie jest całkiem ładna, przepełniona subtelnymi rysunkami najróżniejszych roślin. "Sekrety urody babuszki" mają nieco ponad 300 stron, niemniej czyta się je bardzo szybko, choć moim zdaniem zdecydowanie gorzej niż wspomnianą pozycję dotyczącą pielęgnacyjnych trików rodem z Korei.



"Sekrety urody babuszki" składają się z 15 rozdziałów, w ramach których, poza dość sztampowymi wstępami, otrzymujemy liczne przepisy, opatrzone oczywiście dokładną listą składników i przewidywanym czasem wykonania. Większość z nich jest dość łatwa do przygotowania i niezbyt rozbudowana pod względem ilości wykorzystanych produktów. W tym miejscu muszę zwrócić uwagę, że wśród ulubionych składników babuszki pojawiają się ziemniaki, wódka, mleko, oliwa i jajka, a wśród niezbędnych: woda mineralna, witamina E, zielona herbata, miód, maślanka mąka i olej migdałowy. Dodatkowo warto zauważyć, że porady i przepisy są w pewnym stopniu zróżnicowane w zależności od wieku, część przeznaczona jest dla nastolatek, część dla kobiet dojrzałych.



Po tym dość krótkim opisie, muszę stwierdzić, że... jestem zawiedziona i nieco znudzona tą książką. W zasadzie nie znalazłam w niej nic szczególnie frapującego, po prostu nic ponad to, co możemy znaleźć na blogach promujących naturalną pielęgnację, czy też dowiedzieć się od włsnej mamy lub babci. Może dla osób z innego kręgu kulturowego, ta pozycja może okazać się fenomenem (tak jak koreańska pielęgnacja u nas), dla mnie jednak jest po prostu kolejnym głupim wydatkiem, na który skusiłam się pod wpływem impulsu. Wiem oczywiście, że zbiera ona całą masę dobrych recenzji, niemniej moim zdaniem może być naprawdę pomocna tylko, jeśli zaczynacie eksperymenty z kuchennymi składnikami.

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

0 komentarze: