Zakupy. Pielęgnacyjnie i biżuteryjnie ;)

Od sierpnia na blogu nie pojawił się żaden haul. Dlaczego? Bo po prostu ostatnio nieco odpuściłam w kwestii zakupów kosmetycznych. Niemniej, z uwagi na to, że niektóre produkty mi się pokończyły (a w zasadzie pokończyły mi się ich zapasy), ostatnio wręcz musiałam kilka rzeczy kupić. I o tym będzie dzisiejszy post ;)


Na początku pochwalę się, że w tym roku nie wpadłam w rossmannowy szał i nie skusiłam się na nic w ramach ostatniej promocji. Po doświadczeniach ubiegłych lat, mam poczucie, że te wielkie wyprzedaże powodują u mnie tylko nagromadzenie kolorówki, której później nie używam. Poza tym jakoś średnio widziały mi się kolejne przepychanki pod szafami, poszukiwania nienapoczętych kosmetyków itp. Równocześnie, odkąd w zamówieniu internetowym natknęłam się na naruszoną paletkę róży (dokładniej - ktoś po prostu sobie zrobił swatche) i tą opcję postanowiłam odpuścić...


Do Rossmanna dotarłam ostatecznie pod koniec ubiegłego tygodnia, a skusiłam się w nim na same niezbędne rzeczy, choć w odsłonach mi dotąd nieznanych. Wpadła do mojego koszyczka kolejna wersja Batiste (zapach, wypróbowany już w domu, oceniam jako średni, ale może się przyzwyczaję), szampon Garnier z zieloną herbatą oraz żel normalizujący do twarzy z serii Liście Manuka Ziaji. Przyznać tu muszę, że maski z tej serii nie polubiłam, ale może z tym produktem będzie inaczej... Zobaczymy.


Uzupełniłam też ostatnio swoje zapasy do "robienia" paznokci. Od dłuższego już czasu sama nakładam sobie żel, najczęściej w dość neutralnych kolorach, w odstawkę poszły natomiast hybrydy. Poza paroma akcesoriami (pilniczki, szablony do przedłużania), skusiłam się na delikatnie różowy żel z IBD oraz dość ciemnego nudziaka Semilac (jego nazwa to - nomen omen - 004 Classic Nude). Do tego dobrałam podstawową wersję topu Semilac, która moim zdaniem sprawdza się świetnie zarówno w połączeniu z hybrydami, jak i żelami.


I w zasadzie, jeśli chodzi o zakupy kosmetyczne ostatnich dwóch (!) miesięcy, to by było na tyle. Żeby jednak nie było zbyt radośnie i zbyt oszczędnie, to zarówno we wrześniu, jak i w paździeniku "popłynęłam" z biżuterią... A dokładnie z biżuterią Pandora. Mój zbiorek charmsów zdecydowanie się rozrósł w ostatnim czasie, trafiło do niego kilka produktów z obecnej kolekcji (granatowe murano, klipsy, domek), jak i kilka starszych perełek, dostępnych jedynie w outlecie Pandory, czy też na różnych grupach, zrzeszających miłośniczki tej biżuterii. Pandorze poświęcić muszę jednak oddzielny post, póki co zostawię tu tylko zdjęcie, prezentujące część mojego "skromnego zbiorku"...


I to już chyba wszystko, jeśli chodzi o zakupy wrześniowo-październikowe.
Trzymajcie się ciepło w te wietrzne i deszczowe dni :)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

0 komentarze: