Grand Bazaar po raz drugi ;)


Dziś przyszła pora na kolejny zapach z limitowanej serii Grand Bazaar, tj. Frankincense, czyli po prostu na kadzidło. Jako że lubię zapach kadzidła, używanego podczas niektórych kościelnych obrzędów, byłam nastawiona dość przychylnie, jednocześnie jednak obawiałam się, że może się on okazać migrenogenny...


Nic z tych rzeczy. Frankincense jest co prawda dość mocny, ale przy tym zadziwiająco świeży i czysty. Kadzidlane nuty wyczuwałam jedynie z bardzo bliskiej odległości, niemalże wkładając nos do kominka ;) A jeśli chodzi o resztę pomieszczenia czułam... mydło. Po prostu, nieco kremowe, nieco kwaśne mydło, mające gdzieś w tle cytrusowe akordy. Jak można się domyślić, nie polubiliśmy się i raczej ta znajomość się skończy wraz z ostatnim wypalonym kawałkiem (moc jest na tyle duża, ze wystarczy spokojnie 1/4 wosku na wypełnienie zapachem całego, dość dużego pomieszczenia). Powiem szczerze, że dla mnie ten wosk jest zagadką totalną - na obrazku znalazło się coś co przypomina mi kukurydzę ze smalcem (ekhm), sama nazwa przywodzi mi na myśl Frankensteina, a zamiast obiecanego zapachu kościoła, otrzymałam mydło w łazience ;) Niemniej wiadomo, nos od nosa się różni i np. mój mężczyzna stwierdził, że lubi ten zapach.


Na pewno woski z serii Grand Bazaar nie są wtórne, a charakteryzują się dość dużą oryginalnością na tle innych zapachów (kwiatów, owoców, jedzenia) i dlatego mimo wszystko myślę, że warto je wypróbować. A nuż Wam Frankincense bardziej przypadnie do gustu, niż mi ;) Wosk ten można kupić TUTAJ, inne produkty Yankee Candle znajdziecie z kolei TU ;)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

15 komentarze: