Nudny post, czyli makijażowi ulubieńcy codzienni ;)


Dzisiejszy wpis będzie nudny... A raczej nudziakowy, lub nude'owy ;) Postanowiłam pokazać Wam moje ulubione produkty do makijażu dziennego, te, po które sięgam, gdy zmierzam do pracy, lub w miejsca, w których raczej nie wypada mi zbyt mocno szokować kolorem.


Zacznijmy od podstaw ;) Jak parę razy wspominałam, w ostatnich miesiącach miałam duże problemy ze znalezieniem podkładu i pudru, które długo by się na mojej skórze utrzymywały i nie spływały z mojej dość problematycznej strefy T. W końcu jednak udało mi się odnaleźć duet idealny - krem Vip Gold od Skin79 oraz Mineralize Skinfinish Natural z MAC. Duet ten trwa na mojej twarzy cały dzień (oczywiście z drobnymi poprawkami), nie ściera się, nie warzy. Co dla mnie istotne, odkąd zaczęłam używać tych dwóch produktów, moja mama ciągle pyta, czemu przestałam się malować ;) Po prostu - para idealna.


Na co dzień, do pracy nie lubię używać rozświetlaczy, nie przepadam też za brązerem, czy różami wymagającymi starannego nakładania. Stąd kolejny ideał - Well Dressed. Jasny róż, dający bardzo naturalny, dziewczęcy efekt i lekki glow; produkt, którym nie sposób się skrzywdzić. Więcej o nim przeczytacie w tym poście.


Jeśli chodzi o oczy, to przyznaję, że raczej nie ruszam się bez maskary ;) W kategorii "tusz do rzęs" moim ulubieńcem od kilku miesięcy jest maskara Extension Volume z Eveline - tania, a dająca naprawdę ładny efekt (klik po więcej informacji ;)). Poza tym, naprawdę często sięgam po kredkę 090 natural glaze z Max Factor. Jeśli szukacie idealnej kredki na linię wodną, to to jest kosmetyk, który powinnyście wypróbować - miękka, trwała, o naprawdę ślicznym, cielistym kolorze, który nie odcina się zbytnio od białka oka, a jednocześnie dobrze maskuje zaczerwienioną linię wodną i dodaje spojrzeniu świeżości. Czasem też zdarza mi się użyć eyelinera z Wibo - jest taniutki, łatwo dostępny, a wygodny w użyciu i pozwalający na szybkie, optyczne zagęszczenie linii rzęs.


Jeśli decyduję się na cienie, to mój wybór pada na maczki. Wielokrotnie pisałam o cieniach MAC, które ubóstwiam za wybór kolorów oraz świetną jakość (mniej za zatrważające ceny ;)). Ulubiony nudny quad ostatnich dni stanowią: Naked Lunch, Quarry, Satin Taupe oraz Mystery. Naked Lunch najczęściej ląduje na powiece ruchomej, Quarry w załamaniu (niekiedy z dodatkiem Mystery, który to cień służy mi także do delikatnego wypełnienia brwi), Satin Taupe natomiast na dolnej powiece, tuż pod linią rzęs. Bazę najczęściej stanowi Painterly. Btw. Satin Taupe to chyba pierwszy cień w moim życiu, w którym udało mi się zużyć na tyle, by zobaczyć błysk metalowego dna ;)


I na koniec - usta. Przyznaję, że na co dzień raczej zapominam o szmince, czy błyszczyku, jeśli po nie już sięgam, to wybieram kolory, które mogę określić jako MLBB. Taki odcień z pewnością posiada pomadka Peach Blossom - idealna na co dzień, w delikatnym brzoskwiniowo-różowym kolorze, o wykończeniu Creemsheen.


Czasem też zamiast pomadki na moich ustach ląduje po prostu wazelina z Ziaji. W końcu zadbane, dobrze nawilżone i naturalnie błyszczące usta, to najpiękniejsze usta (o zdjęciu tego produktu zapomniałam, dokleję je jutro ;)).

Jak widać, dość duża część moich codziennych ulubieńców pochodzi z MAC, co wiąże się z dobrą trwałością kolorówki tej marki. Pewnie dałoby się je zastąpić bardziej budżetowymi produktami, niemniej wychodzę z założenia, że czasem lepiej zapłacić więcej, a mieć spokój cały dzień i nie martwić się np. zrolowanymi na powiekach cieniami. Zresztą, takie bezpieczne kolory dają mi gwarancję, że dany produkt zużyję, a cena w stosunku do wydajności, przestaje być aż tak straszna.

I to by było na tyle, dajcie znać, jakie produkty stale goszczą w Waszych, "nudnych", codziennych kosmetyczkach ;)

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

23 komentarze: