Prawie jak kąpiel w oceanie... Prawie


Trzy miesiące temu chwaliłam się na blogu nowościami z Lush. Opisałam Wam wtedy moje pierwsze wrażenia ze stosowania bubble bar The Comforter, który naprawdę przypadł mi do gustu. Dziś pora na kolejny produkt - kulę do kąpieli o zachęcającej nazwie Big Blue.


Big Blue jest produktem, który przypominać ma nam wakacje i cudowną, morską wodę ;) Kula ma kolor adekwatny do nazwy, dodatek stanowi w niej sól morska oraz... wodorosty. Jej cena to 4,95 euro za 200 gram.


Big Blue ponoć ma pachnieć cytryną i relaksującą lawendą... Piszę "ponoć" bo niestety ja nie jestem w stanie odnotować niemal żadnego zapachu po wrzuceniu jej do wody. Niby coś tam gdzieś czuć (jeśli się uprzeć i węszyć niczym pies myśliwski), ale jednak po przygodzie z Comforterem poczułam się mocno rozczarowana.


Big Blue nie daje nam piany, za to pozwala uzyskać intensywny, turkusowy kolor wody. Po rozpuszczeniu uwalnia liczne wodorosty, które podobały mi się aż do momentu czyszczenia wanny ;) Dodatek niby ciekawy, ale w zupełności zbędny.


Jeśli chodzi o kwestie pielęgnacji, to w moim przypadku sytuacja przedstawia się podobnie, jak z zapachem - zwyczajnie nie zauważyłam żadnej różnicy. Skóra przed i po kąpieli była praktycznie taka sama.


I to w sumie chyba wszystko co o tym produkcie mogę napisać. Jak łatwo się zorientować, powtórzenia zakupu zdecydowanie nie planuję, zwłaszcza, że jego użycie zamiast relaksu przyniosło mi poczucie wyrzucenia pieniędzy w błoto (czy raczej do wanny :P). Jeśli macie ochotę rozpocząć przygodę z Lush'em zdecydowanie bardziej polecam The Comforter, bo jednak jego jakość usprawiedliwia wysoką cenę, czego o Big Blue powiedzieć nie mogę.

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

8 komentarze: