Ulubieńcy marca 2017

Za chwilę połowa kwietnia, a ja wciąż nie opublikowałam ulubieńców poprzedniego miesiąca... Cóż, głównym powodem było to, że nie miałam ich w marcu zbyt wielu. Ciągłe wahania pogody i związana z nimi nienajlepsza kondycja mojej skóry oraz dość radykalna zmiana diety, sprawiły, że ograniczyłam codzienny makijaż prawie do minimum. Z kolei w kwestii pielęgnacji po prostu starałam się wykańczać kosmetyki zalegające w łazience, a powiedzmy, że tych ukochanych nie zostało tam już zbyt wiele w marcu nie było zbyt wiele (czyt.: na blogu zbliża się mały haul...). Ale nie przedłużając już, przejdźmy do produktów, które ostatecznie postanowiłam wyróżnić... ;)


Make Up For Ever, Rouge Artist Intense - przyznaję, że dopóki nie trafiłam na te szminki, myślałam, że najlepsze produkty do ust tworzy MAC. Jak bardzo się myliłam, okazało się już po pierwszych testach... Szminki MUFE biją na głowę MAC pod względem trwałości, dodatkowo nie wysuszają ust i są genialnie napigmentowane. Jedynym ich minusem, jaki widzę w chwili obecnej, jest zapach, który nie do końca mi odpowiada, wręcz lekko drażni podczas aplikacji, na szczęście jednak dość szybko staje się niewyczuwalny. Na chwilę obecną posiadam dwa odcienie - nr 38, o którym zdążyłam Wam już kiedyś pisać, i nr 39, który jest chyba nawet jeszcze ładniejszy, a w każdym razie zgarnia więcej komplementów... ;)

Recenzja:  Koralowa nowość w kosmetyczce. MUFE Rouge Artist Intense 38


Laura Mercier, Translucent Loose Setting Powder - mówiąc wprost - najlepszy puder, jaki do tej pory miałam. Ma bardzo ładne wykończenie, świetnie trzyma w ryzach niemal każdy podkład, nie robi maski, w jakiś cudowny sposób optycznie wygładza rozszerzone pory. Po prostu świetny produkt, mający jednak jedną, dużą wadę, tj. mocno wygórowaną cenę.


Cettua, Spot Clear Patch - plasterki, które dosłownie uratowały moją skórę w marcu ;) Stosunkowo tanie, zaskakująco dobrze działające na wypryski. Myślę, że zostaną ze mną na długo.

Recenzja: Pielęgnacyjny hit! Plasterki Cettua


Garnier, BB Cream Miracle Skin Perfector - jakiś czas temu dostałam od koleżanki garść próbek tego produktu, ale dopiero w ubiegłym miesiącu zdecydowałam się po nie sięgnąć. Pamiętając wersję 5w1, którą używałam chyba w 2013 lub 2014 roku, oczekiwałam totalnej porażki, a tym samym... naprawdę się zdziwiłam ;) Okazało się bowiem, że ten BB prezentuje się na mojej twarzy bardzo dobrze. Produkt trzyma się przyzwoicie długo, nie warzy się, a jego kolor jest dla mnie obecnie idealny. Ostatecznie byłam mu wierna praktycznie cały miesiąc... Myślę, że skuszę się niebawem na pełnowymiarowe opakowanie, zwłaszcza, że jest stosunkowo tani i łatwo dostępny.


I to już chyba wszystko w temacie ulubieńców marca. A Wy z jakimi kosmetykami nie możecie się ostatnio rozstać? ;)

Anna Apolonia

"Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne. Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe."

0 komentarze: