Makeup Revolution - co warto kupić, a co lepiej sobie odpuścić?

23:48 12 Comments


Szaleństwo na Makeup Revolution ostatnio jakby przygasło, stąd rozmaite sklepy internetowe kuszą nas coraz to nowymi zniżkami i promocjami. Jako że miałam okazję używać kilku produktów tej firmy, dziś pokażę Wam na co warto zwrócić uwagę, a co według mnie jest kompletnym niewypałem ;)


Zacznijmy od paletek. Posiadam obecnie dwie wersje Iconic - tę odpowiadającą Naked 2 i tę, będącą odpowiednikiem Naked 3. Jedną kocham, drugiej nienawidzę.


Iconic 3 w moim odczuciu jest jednym z lepszych zakupów jakie poczyniłam w ciągu ostatniego roku. Kolorystyka tej palety, oraz naprawdę duże podobieństwo do pierwowzoru sprawiają, że warto w nią zainwestować. Jakościowo cienie wypadają całkiem dobrze, nałożone na bazę trzymają się długo i nie blakną. Co ważne - łatwo się nimi operuje. Jeśli macie ochotę zobaczyć recenzję porównawczą Iconic 3 oraz Naked 3, zapraszam do TEGO wpisu.


Iconic 2 jest z kolei moim małym kosmetycznym koszmarkiem. Po pierwsze nie do końca odpowiada mi jej kolorystyka, po drugie - cienie są gorsze pod względem jakości. Lubią się osypywać, przy próbach blendowania tworzą szaro-bure plamy. Kiedy najczęściej sięgam po tę paletkę? Gdy odwiedza mnie chrześniak i bawimy się w małego wizażystę (stąd też m.in. widoczne porządne wgłębienie na trzecim cieniu od lewej ;)). Więcej o Iconic 2 znajdziecie w TYM wpisie.


Jeśli chodzi o róże, posiadam paletkę o przydługawej nazwie Ultra Blush Palette Hot Spice. Początkowo byłam z niej bardzo zadowolona, jednak na dłuższą metę odpuściłam jej używanie - róże te są piekielnie napigmentowane, więc naprawdę trzeba się postarać, by uzyskać nimi subtelny efekt, w którym się lubuję. Niemniej warto na nią rzucić okiem, lub też wypróbować jej "siostrę" o nazwie Sugar&Spice. Plusem palety jest zdecydowanie duże lusterko. Jeśli chcecie dowiedzieć się o niej więcej, zapraszam do tego postu.


W swojej kosmetyczce mam także róż w płynie Vivid Blush Lacquer w odcieniu Heart, który podobnie jak pudrowi poprzednicy zabija pigmentacją. Jest to niby plusem - niby, bo znów łatwo o cyrkowy look. Minusem jest jego trwałość, muszę stwierdzić, że nie warto się nim zbytnio interesować... Jeśli lubicie tego typu produkty, lepiej chyba udać się do Inglota ;) Więcej o tym różu przeczytacie w TYM poście.


Skoro już jesteśmy przy policzkach, powiedzmy sobie co nieco również o słynnych rozświetlaczach, tj. Vivid Baked Highlihter. Posiadam kolor Peach Light, który - przyznaję - jest dla mnie osobiście kolorystycznym niewypałem. Niemniej, produkt sam w sobie jest dobry, warto się nad nim zastanowić i skusić, jeśli szukacie nietypowego pod względem koloru produktu. Jeśli macie ochotę na "zwykłe" złoto, lepiej jednak zwrócić się ku TheBlam, czy też... Wibo, o którym pisałam w tej notce. Więcej informacji o rozświetlaczu MuR  znajdziecie pod TYM linkiem.


I na koniec bubel roku - szminka o nazwie Bliss. Widząc jej kolor na zdjęciach w Internecie zapałałam miłością, która przeszła mi zaraz po pierwszej aplikacji. Powiedzmy sobie wprost - cena tego produktu (5 zł) jest wprost adekwatna do jego jakości. Więcej o tym bublu napiszę niebawem, póki co wspomnę jedynie, że robi ona wszystko to, czego nie chcemy - szybko schodzi, rozmazuje się i sprawia problemy przy samej aplikacji.


Gdyby ktoś mnie spytał, czy mam zamiar dalej kupować produkty tej marki, pewnie odpowiedziałabym, że nie... Jakoś na dłuższą metę nic, poza Iconic 3 nie podbiło mojego serca i chyba jedyną rzeczą, którą chciałabym jeszcze wypróbować jest Metals Eye Foils w odcieniu Rose Gold (a to tylko dlatego, że kocham różowe złoto ;)).

Znacie produkty MakeUp Revolution? Macie jakiś faworytów z tej marki?

Anna Apolonia

Some say he’s half man half fish, others say he’s more of a seventy/thirty split. Either way he’s a fishy bastard.

12 komentarze: